Oto moja nowa pasja, która pochłonęła mnie całkowicie - wiklina papierowa. Wiem, że miałam o niej napisać jak najszybciej, ale czwórka dzieci oznacza całkowity brak czasu i energii;)...
Z wikliną chciałam już dawno rozpocząć przygodę, ale jak to bywa w życiu, na wszystko przychodzi odpowiedni czas. I tak podczas przygotowywania dodatków do pewnego przyjęcia urodzinowego zabrałam się za poszukiwania koszyczków, które miały pomieścić małe niespodzianki dla uczestników przyjęcia. Owe poszukiwania skończyły się na tym, że jak zwykle postanowiłam własnoręcznie zrobić koszyczki z mojej wizji... Pół dnia rolowałam patyczki z papieru, a następne pół dnia plotłam i plotłam;)... aż wciągnęło mnie jak szydełkowanie. Widocznie praca palcami non stop jest moim przeznaczeniem;), to dla mnie prawdziwy relaks...
Pierwsze koszyczki jakie zrobiłam są otwarte i z wieczkami, ale w planach mam już wielkie kosze, niekoniecznie na drobiazgi...
Następnym razem kolorowa narzutka, a kilka dni później koszyczki na przyjęciu urodzinowym...
Agnieszka z Lawendowego Kredensu....